Blog nie aktywny. Dodaj notkę aby usunąć tą informację oraz reklamy w treści bloga
ROZDZIAŁ I ; Z powrotem
Cześć!
Jestem Iza i ten blog poświęcam historii Lily Evans, matce Harry'ego Pottera.
Historia ta oczywiście jest wymyślona przeze mnie, więc proszę nie kopiować jej, a już w szczególności nie pytając mnie o zgodę :)
Mam nadzieję, że spodoba Wam się moje opowiadanie, prosiłabym jednak o wyrozumiałość dla niezbyt częstego pojawiania się notek- jestem w klasie 3 gimnazjum i czeka mnie dużo nauki :)
Notkę dedykuję Tym Pierwszym Czytelnikom :*
Zapraszam!
Jako Lilyanne Evans, z zewnątrz nie jestem nikim ciekawym. Jestem raczej wychudzona, a rude włosy zasłaniają mi bladą twarz i zielone oczy. Pozornie: normalna dziewczyna.
Jednak powszechnie wiadomo, że pozory często mylą. I tak jest też w moim przypadku: zostałam bowiem obdarzona mocą magiczną. Mówiąc prościej: jestem czarodziejką.
Może i trudno w to uwierzyć, nawet nie wyobrażacie sobie jak trudno przyszło to mej siostrze. Niestety, utraciłam jej przyjaźń i zaufanie, nawet nie z mojej winy. Tylko tego, że jestem trochę... inna.
Jest 31 sierpnia, 1973 rok. Zaraz godzina jedenasta, czyli...
- Tato, błagam, przyspiesz troszkę, nie mam ochoty biec za pociągiem!- jęknęłam.
- Lily- ojciec spojrzał na mnie przenikliwie- Zdążymy, jeśli nie będziesz tak się denerwować.
- W takim tempie? Może za rok: owszem- westchnęłam, opadając znów na siedzenie.
Samochód minął wreszcie brzydki park, który tak dobrze pamiętam, zatrzymując się za chwilę przy dworcu King's Cross.
- Tato, chodź!
- Idę, idę, a nie bierzesz kufra przypadkiem?- zapytał ojciec, wyjmując tobół z bagażnika i przyspieszając nieznacznie.
- Och...- spojrzałam na zegar, wskazywał 10.55- Szybko, na peron 9 i 3/4.
- Wiesz, że tam nie wejdę- upomniał mnie tata.
- Uparciuch- uśmiechnęłam się, dając tacie całusa w nieogolony policzek i przytulając go mocno- Trzymaj się, ucałuj mamę i Petunię.
- Oczywiście, słońce, leć już. Tylko nie szalej za bardzo w szkole- mrugnął do mnie porozumiewawczo i odszedł.
Wzięłam głęboki oddech by się uspokoić i poszłam prosto na szeroką kolumnę, w istocie będącą przejściem dla czarodziejów do ich peronu.
Natychmiast ujrzałam tak wytęskniony peron 9 i 3/4, a na nim kłębowiska czarodziejów i czarownic, żegnających się z dziećmi jadącymi do szkoły z internatem: Hogwartu.
- Wreszcie- mruknęłam do siebie, zadowolona.
Dopchnęłam się do drzwi najbliższego wagonu i wsiadłam, pozostawiając sobie szukanie przyjaciół na koniec. Warto najpierw się ulokować, póki jest miejsce.
- Lily!
Odwróciłam się i dostrzegłam...
- Dorcas! Wreszcie!- zawołałam, niezmiernie szczęśliwa, rzucając tobół i przytulając przyjaciółkę.
- Kochana, tęskniłam za tobą!- powiedziała Dorcas Meadowes. Odsunęła się i zaczęła mi przyglądać badawczo. Ja również obrzuciłam ją spojrzeniem.
Moja najlepsza przyjaciółka wcale się nie zmieniła; burza czarnych loków opadała jej na ramiona z tą samą gracją, co przed wakacjami, a zielone oczy błyszczały łobuzersko. Cerę miała białą, choć nawet na niej dało się dopatrzyć lekkiej opalenizny. Moja kochana, rozumna i uwielbiająca ze mną pakować się w kłopoty przyjacióka.
- Gdzie siedzisz?- zapytałam.
- A, niedaleko, miałam za zadanie ściągnąć cię do naszego wagonu.- mrugnęła i pomogła mi się przedostać przez drzwi oddzielające wagony.
- A nie będę przeszkadzać, jak do was się dosiądę?- zażartowałam, czym zasłużyłam na uważne spojrzenie Dor.
- No wiesz?...
Drzwi się otworzyły i zobaczyłam całe towarzystwo. Najbliżej ona siedziały Maggie Thompson i Rachel Out. Maggie, blondynka o niebieskich oczach podniosła wzrok i rozpromieniła się, urywając wpół zdania.
- Lily!
- Wreszcie trafiłam- uśmiechnęłam się.
- I to bezbłędnie- Rachel odwróciła się i pokazała swoje zielone oczy schowane pod jasnoróżową grzywką.
Obie natychmiast podbiegły do mnie, pragnąc najwyraźniej mnie zadusić na śmierć. W zamian za to ja też je uściskałam, ile tylko miałam sił.
- Tęskniłam za wami wszystkimi- poskarżyłam się.
- My za tobą też, Lily. Nie musisz powtarzać, że ty bardziej- ostrzegła ze śmiechem Rachel.
Dorcas usadowiła się tuż koło mnie, zaskakując mnie pytaniem:
- Co u Severusa?
- Słucham?- zdziwiłam się.
- No... Twojego przyjaciela, Severusa Snape’a- olśniła mnie.
- Aa! W porządku, czemu pytasz?- zapytałam podejrzliwie.
- No bo jakoś nie siedzisz z nim, lecz z nami, kochana- zacmokała Mag.
- Och... O to wam chodzi, świruski- zaśmiałam się szczerze- Ale on jest i zawsze będzie tylko przyjacielem.
Dziewczęta wyglądały na zmartwione, lecz zaraz szybko się rozpogodziły.
- W razie czego masz jeszcze Jamesa Pottera- powiedziała Rachel.
- Wypluj to!- przestraszyłam się, wyglądając z przedziału.
- Co?
- To, co powiedziałaś!
- Och, nie, jak zawsze- westchnęła Dor.
James Potter był oczywiście chłopakiem, całkiem przystojnym i lubianym w szkole, wszyscy go znali i od roku, czyli od II klasy należał do drużyny Quiddicha. Miał czarne włosy, zawsze ułożone w nieładzie, brązowe oczy, nosił okulary i był szczupły. O tak, wszyscy bardzo go lubili...
Prócz mnie.
Dlaczego miałam go nie lubić, skoro wszyscy go tak uwielbiali?
Otóż miałam.
Tak naprawdę, pod tymi włosami i na pozór niewinnymi oczami krył się szatan. Potter tak naprawdę był arogancki, rozpieszczony i niezwykle wredny dla „naszych odwiecznych wrogów”, Ślizgonów (członków Domu Slytherin). No i miał jeszcze jedną wadę, nie do wytrzymania... Spodobałam się mu, co prowadziło do jeszcze większej pychy i narzucania mi swojego towarzystwa, tak wielce z mojej strony niepożądanego.
- Lily, jesteś z nami?- z zamyślenia wyrwał mnie głos Dorcas.
- Oczywiście, Dor- odparłam, przytomniejąc.
- Pytałam, czy wciąż tak nie cierpisz Jamesa?
- O tak!- rzuciłam z zadziwiającą pasją.
Dziewczyny westchnęły głęboko. Nie pomagałam im.
- A co u Syriusza, Mag?- spytałam, aby odwrócić ich uwagę od mojej osoby.
- Ach, normalnie, wiesz... Spotkaliśmy się...- oczy Maggie rozbłysły i zaczęła opowiadać nam ze szczegółami spędzone chwile z Blackiem.
Syriusz Black był najlepszym przyjacielem Pottera, tak samo jak reszta paczki: Remus Lupin i Peter Pettigrew.
Najrozsądniejszym i najmilszym z grona przyjaciół był Remus. Zawsze służył pomocą, był uczynny i dobrze wychowany, a prócz tego był doskonałym przyjacielem. Potrafił wysłuchać, pocieszyć i poradzić każdemu. No i troszkę mi się podobał.
- Lily, tak sobie myślę...- zaczęła Dorcas, korzystając z chwili nieuwagi Mag i Rachel.
- Hm?
- Że... Jeśli naprawdę nie interesuje cię Snape... To...
- Dorcy, przerabiałyśmy to- westchnęłam.- To, ze lubię Remusa, nie oznacza że on mnie też.
- Ale tak jest- upierała się.
- Dorcas, zostawmy te sprawy na potem- poprosiłam, robiąc się czerwona.
Zapadła między nami cisza. Przerwała ją Maggie oburzonym głosem:
- Czy wy w ogóle mnie słuchacie?!
* * *
- Ach, Hogwart!- westchnęłam, wysiadając z pociągu.
- O tak, długo trwały te wakacje- zgodziła się ze mną Dorcas, dzielnie mi towarzysząc, gdy szłyśmy z tłumem do powozów.
- Nie mogę uwierzyć we własne szczęście- zawołałam w końcu- Jeszcze nie spotkałam Pottera!
Istotnie, Potter jeszcze się nie pojawił, za co byłam niezmiernie wdzięczna losowi. Oby tylko tak zostało. Niestety, moja przyjaciółka nie podzielała mojego entuzjazmu.
- To w takim razie znaczy, ze się pojawi lada chwila, a jeśli nie to może coś im się stało...?- powiedziała lekko zaniepokojona.
- Co w tym dziwnego? To w końcu Huncwoci!- zaśmiałam się.
Wtórując mi śmiechem, Dorcas wspięła się na najbliższy powóz i zajęła dla mnie miejsce.
- Wsiadaj- uśmiechnęła się- Jeśli wolisz uniknąć czekania na następny powóz i jazdy z ukochanym Natrętem.
- Jak to?!- przeraziłam się.
- Odwróć się.
Nie powinnam tego robić, lecz jednak- za kilkoma osobami z tyłu stał Potter i Syriusz Black, w towarzystwie... Remusa.
- Och...
- Wsiadaj!
Wskoczyłam koło niej i powóz ruszył, przybliżając się do bramy Hogwartu, gdzie zostawiłam serce i najlepsze dwa lata życia. Teraz zaczynał się ten trzeci.
CDNTutaj tekstTutaj tekst
Lilka 7/01/2009 22:04:59 [
Powrót]
Komentuj
Absurdalna dla × Old Paper.
All rights reserved.
More?